Well i po urlopie. Ehh nie chcialo sie wracac! Ale od poczatku. Po kliku latach przygotowań;) zabralem sie w koncu za sporty zimowe i postanowilem za rada Mario uderzyc w pierwszej kolejnosci w “parapet” – tak w slangu narciarzy mowi sie o desce snowbordowej. Decyzja zapadla i po ustawce z znajomymi obralismy kierunek Dolomity – Val Di Fiemme – czyli Dolina Płomieni.
Nasza baza wypadowa zostalo urocze miasteczko Cavalese (1000m npm). Szybki skok do pobliskiej wypozyczalni po deche i … nabylem prawo do tytulu “blanciarza” – tak nazywaja nas narciarze;)
Dzien 1: Zapowiadalo sie calkiem sympatycznie – słonce i -3c. Kierunek Stoki Alpe Cermis. Nastawieni z Chudym (tez debiutował na parapecie) optymistycznie pakujemy sie do gondolki i siup! Na gorze czekał na nas nasz instruktor Piotrek i.. przysłowiowa osla laczka! Było ciezko, przyznaje ze po kilku godzinach upadkow mialem dosc i myslalem tylko o grzancu w pobliskim ski barze. Pozytywnym akcentem na koniec dnia bylo pokonanie lokalnego orczyka:) i pierwszy samodzielny zjazd a raczej slizg – po niebieskiej.
Dzien 2: Stoki Alpe Lusia Chyba jednen z piekniejszych stoków w Dolinie Płomieni jak nie w calych Dolomitach. Pogoda dopisala, piekne czyste niebo i slonce! Filterek na twarz i siup na krzeselka! Jedziemy! Po kilku minutach i jestesmy na pierwszej gorce. Lukam na Chudego i widze przerazenie
jest wysoko i stromo choc to niebieska;P Szybka rozgrzewka i Piotrek z usmiechem na twarzy oznajamia – Czas na pierwsze proby ze slalomem! – dramat
po 3godz tylek bolal, oj bolal… Hmzz ja osobiscie nadal nie potrafilem okreslic sie czy prawa czy lewa stopa jest u mnie dominujaca tzw gooffy lub regular. Szlo jak po grudzie.. meh… Dodatkowo w teamie blanciarzy pojawila się pierwsza kontuzja. Chudy mocno przydzwonil – mowiac po blanciarsku zaliczyl przyziemnienie, ze z pobliskich choinek obsunal sie snieg – skutek – lewy nadgarstek do wymiany:D (ochraniaczy sie nie nosi to sie bol nadgarstka znosi – o!)
Dzien 3: Stoki Latemar well, ten dzien i stoki pamietaja chyba wszyscy. U narciarzy krazy takie powiedzenie: trzeci dzien na stoku jest najgorszy i kryzysowy! Siadaja kolana i kregoslup. Lepiej przeczekac w ski barze i snuc niesamowite opowiesci o smigach na czarnych trasach:D Zaraz po rozgrzewce mocno przychylalem sie do tej opcji ale Piotr byl bez serca – zadanie na dzis: skrety na krawedziach i skret NW! 3h szkolenia bylo masakra – w doslownym znaczeniu. Nogi wchodzily mi w przyslowiowy tyłek. Sukcesem tego dnia było kilka udanych NW i 3 krotny zjazd z mocno zmuldowanej czerwonej – choc kilka bolesnych fiklakow zaliczylem;) oczywiscie przez narciarzy ktorzy szarogesza sie na stokach z tymi swoimi nartkami;D i jakby nie patrzec sa doskonalymi generatorami muld! Siup kuperkiem w lewo, siup w prawo i oraja stok az milo… nie wiem co w tym fajnego.
Dzien 4: Stoki Passo Rolle Ehh… tam to było pieknie! Zaczelismy normalnie. Rozgrzewka, szybki briefing i krzesełka na górę. Co ciekawie po syndromie dnia trzeciego moja motoryka i miesnie nie wskazywaly na przemeczenie, a nawet wrecz przeciwnie! Mysle sobie to jest “ten dzien”! Bedzie imba, pokusilem sie nawet o mysl o skoszeniu kilku narciarzy na stoku – ot tak dla samej satysfakcji!
Dzien 5: Stoki Alpe Lisia
Dzien 6: Come back to Alpe Cermis
cdn…
jan.
























pewny says:
Nie będę już pisał jak Wam zazdroszę wypadu.. Ładnie podciągnąłeś te foty, Blanciarz..
lut 17, 2009, 11:36:29Jan. says:
niom.. na ile sie dalo, choc zaluje ze nie mialem ze soba mocniejszego sprzetu;)
lut 17, 2009, 12:34:06Maridal says:
Ziomek wyglądasz jak komandos oddziałów specjalnych III Rzeszy na tajnej operacji w Alpach Szwajcarskich w celu przechwycenia wysokiego dygnitarza, który akurat spędza wolne chwile w górach…
A te rączki to co tak trzymasz jakbyś próbował latać. Sam mi mówiłeś, że łapki blisko korpusu mają być
lut 17, 2009, 13:27:01Maridal says:
I na Boga więcej uśmiechu
lut 17, 2009, 13:27:33Jan. says:
Hehe Wermacht uber alles! a ten Chrystus to juz na stopie bylo!!! Blance pozowałem… i rzeczywiscie uniesc sie chcialem… ;D
lut 17, 2009, 13:35:59B. says:
“… zaluje ze nie mialem ze soba mocniejszego sprzetu;)” raczej, że wogóle – gapa.
Btw. Odlot piękny i Blana git fotę trzasnęła
lut 17, 2009, 15:47:23B. says:
A… napisz miszczu jak krwiste mięcho wsuwałeś taka padlina byłeś po tych paru h. na stoku
lut 17, 2009, 15:50:02Ch says:
Ale małż ani ośmiornic już nie chciał jeść
lut 17, 2009, 16:20:13Jan. says:
no zjadlem, zjadlem… jakias krwista krowke lub cos pochodnego – ociekalo krwia okrutnie ;p ale kto z nas patrzyl co daja? wielka loteryja byla z tym jedzeniem
A slizgolony well, w zyciu nie zjem zadnego malzona z okiem.. jak co poniektorym sie zdazylo:D
lut 17, 2009, 17:17:13Josanka says:
Janie czy teraz posiadasz już takie umiejętności by zostać instruktorem?
Pięknie tam…
lut 17, 2009, 19:27:56Jan. says:
heh, zdecydowanie nie… no chyba jak obrac dobry kierunek na sosny;p ano ladnie…. ehh
lut 17, 2009, 19:33:04Agnieszka says:
Kto by nie chciał tam być?
lut 17, 2009, 00:58:57Nieźle się wybawiliście
Na fotach sam optymizm, zadowolone miny, właściwie wiosna.;-)
Bynio says:
Ale żeś se spodnie strzelił
lut 17, 2009, 14:41:44A widoczki całkiem wypaśne, pośmigałbym (rowerem w lecie).
Krzych says:
Gratuluje, ze nie polamales sobie kulfonow na parapecie i fajnie, ze sie za sporty zimowe zabrales bo jak to mawiaja Ajrisze “Better late than never” :]
lut 17, 2009, 00:45:06Piotr says:
kiedy ciąg dalszy opowieści?
bardzo fajny filmik btw
lut 17, 2009, 17:10:43vamos says:
byłem, zobaczyłem, pozazdrościłem
lut 17, 2009, 10:39:34pewny says:
Le montagni.. sono magnifiche!
lut 17, 2009, 14:53:30